Świadectwa osób świeckich dotyczące Wielkiego Postu i nabożeństw z nim związanych

« Przejdź do strony głównej

Jak przeżywam Wielki Post?

Wielki Post to święty czas pokuty i nawrócenia, to czas w którym Bóg wzywa nas do przemiany serca. Już na samym początku Wielkiego Postu, w środę Popielcową w Ewangelii  św. Mateusza słyszymy co Pan Jezus powiedział swoim uczniom: jak wykonywać dobre uczynki, jak dawać jałmużnę, jak pościć, jak się modlić, aby wszystko co czynimy, podobało się Bogu Ojcu naszemu "który widzi w ukryciu".

Dla mnie Wielki Post jest przyznaniem się, że jestem grzeszna, to zrobienie miejsca Panu Jezusowi i otwarcie się na działanie Jego łaski. Uświadamiam sobie, że Jezus tak mnie kocha, że życie swoje oddał, żeby mnie zbawić, a ja tak Go ranię swoimi grzechami. Kiedy na Drodze Krzyżowej rozważamy stacje męki Pana Jezusa, wtedy bardzo żałuję za każdy mój grzech i przyrzekam - Panie Jezu już nigdy Cię nie obrażę, ale w mojej słabości nie zawsze tego dotrzymam. Wtedy widzę moją nicość i proszę - Panie Jezu, Ty upadając pod Krzyżem podnosiłeś się sam, ale ja nie podniosę się sama, proszę Cię pomóż mi. Wierzę że Twoja łaska i Twoja moc może mi dać nowe życie. Ufam Miłosierdziu Bożemu i wiem, że Pan Jezus zawsze mi pomoże, kiedy z pokorą będę Go prosić o pomoc. Dla mnie Wielki Post to smutny czas, kiedy rozważam mękę Pana Jezusa, ale także radosne oczekiwanie, że nasz Pan Zbawiciel zmartwychwstanie.

                                                                                                                             Danuta




Kłaniamy się Tobie panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie, żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.

 

Wielki Post? Droga Krzyżowa i Gorzkie Żale. Tak, to pierwsze skojarzenie. Może to, nostalgiczna dusz polska, ale pamiętam, że od dziecka lubiłam chodzić na Gorzkie żale, choć w gotyckim kościele nie było wygodnie klęczeć na zimnej posadzce. Wtedy, atmosfera tego nabożeństwa, była dla mnie pierwszym, choć nie do końca uświadomionym, wejściem w tajemnice wiary. Natomiast na nabożeństwa drogi krzyżowej chodziliśmy wspólnie

z tymi, którzy chodzili na religię, zbierając obrazki, które potem jako całość przynosiliśmy do kościoła.

Była w tym też pewna rywalizacja, by mieć jak najmniej dziur w obrazie czyli nieobecności na nabożeństwie.

Z perspektywy czasu myślę, że to "nasiąkanie" duchowością i po prostu pewne wdrażanie się do obecności

na nabożeństwach w moim dorosłym życiu bardzo zaowocowało.

A teraz? Musiałam pogodzić się z tym, że mając dzieci, czasem nie jest możliwe pójście na nabożeństwo

do kościoła i trzeba się z tym pogodzić. Wtedy zostaje radio i odmówienie lub odśpiewanie w domu. Z czasem dotarło do mnie, że to też może być taka moja cegiełka w drodze krzyżowej Pana Jezusa.

Niewątpliwie w przeżyciu nabożeństw pomagają mi rozważania czy kazania pasyjne. Choć czasami nie jest

łatwo wyciszyć się/wyłączyć z pędu codzienności, by wejść w głębie tych nabożeństw. Ten trud związany z uczestnictwem (też pokonywanie lenistwa, kiedy się po prostu nie chce wyjść, bo zimno, bo leje deszcz)

jest taką moją, małą drogą na Golgotę. Włączam go to nabożeństwo i ofiarowuje za swoją rodzinę,

i inne ważne dla mnie intencje.

Czasem w zupełnie niespodziewany sposób Pan Bóg daje poznać smak łask związanych z tym nabożeństwem.

Zdarzyło się, że razem z mężem przygotowywaliśmy rozważania na drogę krzyżową.

Pamiętam, że po pierwszych stacjach, którym towarzyszył jakiś hałas (a to płacz dziecka, a  to szuranie krzeseł),

po pewnym czasie zorientowałam się, że w kościele jest cisza i sam a "poczułam", że kościół wypełnia modlitwa.

A po zakończonym nabożeństwie podeszła do nas kobieta z prośbą o tekst tych rozważań, bo chciała je dać

komuś, bo jak uważała są dla niego i o nim. Może te rozważania przygotowaliśmy właśnie tylko dla tej jednej osoby...

 

Któryś za nas cierpiał rany...

                                                                                                                                 Ewa z rodziną





Uczestnictwo w nabożeństwie Drogi Krzyżowej jest dla mnie okazją, do zatrzymania się choć na chwilę i zastanowienia nad sensem życia, cierpienia i śmierci. Rozważanie krok po kroku Męki Pańskiej daje możliwość porównania własnego cierpienia z cierpieniem Jezusa. Wiele razy zastanawiam się nad tym, dlaczego akurat mnie dotknął krzyż cierpienia w postaci choroby, choroby najbliższych oraz innych trudności, którym trzeba stawić czoła. Nie raz buntując się przeciw woli Bożej, odczuwam strach. Ale rozmyślając nad cierpieniem Jezusa, wiem, że i On odczuwał lęk przed tym, co Go czekało. Zaufał jednak Bogu i poddał się Jego woli. Więc może i moje cierpienie ma sens, więc i ja muszę, choć niechętnie, powiedzieć: „Wola Twoja niech się stanie”. Przeżywanie Drogi Krzyżowej daje możliwość realistycznego spojrzenia na rzeczywistość, która nie składa się tylko z samych radosnych chwil. Jest w niej miejsce na głębszą refleksję, na przyjrzenie się cierpieniu, traktowanemu nie jako ujemna strona życia, kara za grzechy czy coś bezwartościowego, ale doświadczenie, które może zdziałać więcej dobrego niż łatwe chwile szczęścia. Droga Krzyżowa to uczłowieczenie cierpienia, ukazanie jego sensu. To także dowód na to, że każde cierpienie jest do pokonania.

                                                                                                                                           Gosia





…zatrzymaj się na chwilę, i ….pomyśl, po co żyjesz….

Taka refleksja może nam towarzyszyć szczególnie w okresie Wielkiego Postu. Zaganiani, zalatani, bombardowani tysiącem różnych informacji, zapominamy o tym, co w życiu najważniejsze. O życiu, naszym życiu. Codzienność zabija myśl o życiu wiecznym. Na szczęście jest taki czas – Wielki Post – kiedy można oderwać się od tego, co świeckie i oddać się sacrum. Środa popielcowa przypomni nam, o kruchości życia ludzkiego, a czas indywidualnej adoracji w dniach Triduum Paschalnego daje nam możliwość zastanowienia się nad tym, czym jest dla nas modlitwa. Możemy wtedy odkryć dobroczynną moc modlitwy i zrozumieć, że to nie tylko „ klepanie zdrowasiek”. Adoracja to rozmyślanie nad istotą życia, próbą zrozumienia tego, co wydarzyło się w moim życiu, nad sensem różnych przeżyć i doznań. Można zawierzyć Panu Bogu swoje tajemnice, porozmawiać jak z przyjacielem, podzielić się swoimi troskami, wątpliwościami.  Przypominam sobie wtedy zdarzenie, które miało miejsce kilka lat temu.

  Jechałam autobusem drogą ekspresową. Autobus był pełen pasażerów. Na jednym z miejsc przede mną po drugiej stronie  siedziała siostra zakonna i odmawiała różaniec. Pomyślałam wtedy, jak to jest z tą modlitwą….Nagle zostaliśmy zatrzymani, utknęliśmy w korku. Okazało się, że doszło do wypadku. Spojrzałam w okno, na szosie leżał mężczyzna, a przy nim klęczała zapłakana kobieta. Widać było, że są to ostatnie chwile życia tego człowieka. Niespodziewanie zakonnica odmawiająca różaniec przerwała modlitwę i zwróciła się właśnie do mnie z pytaniem, czy ten człowiek żyje. Odpowiedziałam,  że właśnie umarł, bo przykrywają jego ciało. I w tym momencie zdałam sobie sprawę z tego, że chcę na nią krzyczeć, aby nie przerywała modlitwy, tylko modliła się za duszę tego umierającego człowieka. Zrozumiałam, że trzeba nam modlitwy nie tylko za nas, ale także za tych, którzy już nie mają czasu albo szkoda im czasu na rozmowę z Panem Bogiem.

Życie jest jak płomień świecy i nigdy nie wiadomo, kiedy coś lub ktoś go zgasi.

Ale patrząc na Chrystusa i jego Drogę Krzyżową, trzeba mieć nadzieję i  wiarę w Zmartwychwstanie. Alleluja!

 

                                                                   Felicja




Partnerzy i darczyńcy projektu - TO MIEJSCE CZEKA NA CIEBIE !

to miejsce czeka na Ciebieto miejsce czeka na Ciebieto miejsce czeka na Ciebieto miejsce czeka na Ciebie

Konto Bankowe wsparcia projektu: